Top niezwykle subiektywny, zestawienie tego czego MI się najlepiej słuchało w tym roku. Wiem, że każdy ma swoją spisaną lub niespisaną kolejność, wiem że opuściłem 38473849 innych płyt, wiem że niektórych nie doceniłem, a niektóre przewartościowuje, trudno.
No.
#10 Franz Ferdinand - 'Tonight Franz Ferdinand'
Oni chyba naprawdę nie potrafią nagrać słabej płyty, albo chociaż ciut słabszej niż poprzednia. Jednak mimo wysokiego, stabilnego poziomu jestem daleki od porównywania 'Tonight' do poprzedniej płyty czy nawet do debiutanckiej, oj niee. Utrzymali swoje brzmienie, przeplatając je syntezatorami, jednak większość pozostała niezmienna i chwała im za to :)) Kilka piosenek możemy zaliczyć do kategorii 'gdzieś już to słyszałem' np. 'No You Girls', parę do "wow to są Franze?" np. 'Lucid Dreams', a pozostałe to po prostu nutki przy których można tańczyć, imprezować, ale też sprzątać itp itd - jednym słowem pełne entuzjazmu i charakterystycznej franzowatej żywiołowości, np. 'Bite Hard' Jeśli dodamy do tego takie kawałki jak 'Twilight Omens' czy 'Ulysses' to dostajemy całkiem niezłą płytkę, nie miażdżącą, niezbyt przebojową, ale na pewno nie nudną i nie będącą biernym powieleniem wcześniejszej działalności. Udany romans zespołu z syntezatorami, przykład jak łatwo odświeżyć swoją muzykę, jednocześnie nie zatracając jej charakterystycznego brzmienia, bo jak wiadomo wiele bandów już niestety na tym poległo. I za to chwała Kapranosowi i reszcie <3 We ride together, We ride together, We die togetheeeeer!
Keytracki: 'Bite Hard', 'Turn It On', 'No You Girls'
#9 Animal Collective - 'Merriweather Post Pavillon'
Talent to oni mają, wiadomo nie od dziś. Pomysły, nawet najbardziej pogrzane, na kolejne płyty także. Kiedy się ich słucha w końcu poznaje się znaczenie tagu 'experimental'. Ja za taką muzyką nie przepadam, słuchanie przekazu zespołu który tylko dla nich jest zrozumiały jakoś mnie nie bawi. A jak jest w przypadku Animali? Będzie trywialnie i infantylnie - Płyta jest po prostu ładna.
Keytracki: 'Brother Sport', 'Also Frightened', 'My Girls'
#8 The Prodigy - 'Invaders Must Die'
'OMEN' = WIKSA ROKU. Tyle.
Keytracki: 'Omen', 'Thunder', 'Invaders Must Die'
#7 La Roux - 'La Roux'
Powroty do staroci. To jest obecnie to co napędza współczesną muzykję bezsprzecznie. Lata 80' są na topie, wszystko co z nimi związane, styl, światopogląd, ciuchy. I właśnie tak prezentuje nam sie muzyka, wizerunek sceniczny, ubiór Elly Jackson, która razem z londyńskim producentem Benem Langmaidem stworzyła La Roux. Straszliwie równa płyta, gdzie połowa piosenek nadawałaby sie na singla promującego. Muzyka swobodna, momentami wręcz naiwna, nieograniczona żadnymi ramami i przede wszystkim niezwykle radosna. Elly znalazła się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, w 100% wykorzystała swoją szansę. Zresztą to jest muzyka wybitnie do słuchania, a nie do rozwodzenia się nad nią.
Kaytracki: 'Bulletproof', 'In For The Kill', 'Cover My Eyes'
#6 Yeah Yeah Yeahs - 'It's Blitz!'
'Off off off with your head, dance, dance, dance 'til you're dead!' bardzo przyjemna płytka, bardziej elektonicznie niż wcześniej i chyba takie YYY wolę. Syntezatory i gitary - niby teraz wszyscy na tym jadą albo mają plany zacząć - ale niewiele zespołów ma w składzie kogoś takiego jak Karen O. i to właśnie jej osobowość przesądza o tym, że płyta brzmi pięęknie, a zespół nadal świeżo się prezentuje i właśnie dlatego chce ich na Openerze. See yaa :***
Keytracki: 'Heads Will Roll', 'Dull Life', 'Soft Shock'
#5 Air - 'Love2'
Naprawdę nie wiem dlaczego ta płyta jest tak bardzo krytykowana na każdym kroku. Jasne, że nie jest to Air jak z 'Moon Safari' ale czy to źle? Do tej płyty na pewno trzeba dużo cierpliwości, po pierwszych przesłuchaniach też miałem mieszane uczucia, ale czym dłużej jej słuchałem tym więcej wychwytywałem charakterystycznych dźwięków, które stanowią o wielkości Air <patos, wiem> Nie wszystkie pomysły na tej płycie były rzecz jasna trafione, ale jak dla mnie panowie Godin i Ducknel się obronili. Płyta idealna na jesienne, pochmurne wieczory, zróżnicowana emocjonalnie ('Tropical Disease'!!), każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A ja biorę wszystko, o!
Keytracki: 'Love', 'Tropical Disease', 'So Light In Her Footfall'
#4 IAMX - 'Kingdom Of Welcome Addiction'
Przepraszam Cię, o Chrisie Cornerze, że tak długo zwlekałem z posłuchaniem jakiegokolwiek Twojego utworu. No, ale nastał ten dzień, włączam IAMX i *____*! Jezu, to miażdzy mjęę dogłębnie. Już po pierwszej piosence jestem w tytułowym królestwie pana Cornera. Po pierwszym przesłuchaniu płytki już mogę być jego nadwornym paziem. I później już poleciało, drugi, trzeci, czwarty, piętnasty. Dalej mi się nie nudzi, dalej zaskakuje. Melancholia miesza się z mocniejszymi zagrywkami, Chris uwodzi nas swoim śpiewem, karuzela emocji, smutek, samotność, strach, psychodela, jest naprawdę WSZYSTKO. Na deser jeszcze Imogen Heap w "My Secret Friend" i nic więcej mi nie potrzeba.
Keytracki: 'I Am Terryfied', 'Kingdom Of Welcome Addiction', 'Think Of England'
#3 Röyksopp - 'Junior'
Pierwszy odbiór płyty - hm.. To jest Röyksopp czy mam jakieś tagi pomylone? Eee, nie no tagi wporzo. Kolejne odsłuchy i dalej apatia zupełna, zwątpienie i domniemanie spłodzenia przez Norwegów pokracznego tworu, mixu melodii znanych z poprzednich płyt + kobiecych wokali. Aż do pewnego wieczora, kiedy to mój stary przyjaciel Winamp wybrał mi losowo 'Girl and the Robot'. No i się zaczęło. 'Junior' katowany w letnie dni wchodził jak woda, Karin i Robyn jednak świetnie wkomponowały się w charakterystyczne i chwytliwe melodie Röyksopp. Nie wiem dlaczego tak długo trwało zaprzyjaźnienie się z tą płytą :? Dużo entuzjazmu, pozytywnej energii, nieodłączna od zawsze nuta melancholii i tęsknoty, szczególnie w 'Röyksopp Forever' Podium w tym roku dla panów Brundtlanda i Berge'a.
Keytracki: 'Girl and the Robot', 'It’s What I Want', 'Röyksopp Forever'
#2 The Dead Weather - 'Horehound'
Jack White powiedział, że obecnie w muzyce nie dzieje sie nic inspirującego, więc postanawia nagrać płytę wzorowaną na starociach. Brudne garażowe brzmienia, zadziorny wokal, bluesowe riffy. Na pozór nic nowego. Ale skład jaki skompletował pod szyldem 'The Dead Weather' już na pewno robi wielkie wrażenie. Alison 'VV' Mosshart <3333333 - kobieta z niewyobrażalną wręcz charyzmą, mogłaby nią obdzielić 5 innych wokalistek, a i tak duużo by jej zostało. To tutaj chyba naprawdę się spełnia jako artystka. Dan Fertita - kto słuchał Queens Of The Stone Age, wie na co go stać, w TDW wcale nie obniża lotów. Do tego Jack Lawrence z poprzedniego projektu White'a (The Recounters) na basie. No i sam Jack White - jak dla mnie żyjąca ikona rocka, tutaj na perkusji. Na efekty nie czekaliśmy długo. Płyta wydana w zaskakującym tempie i osobiście - zaskakująco dobra, zdarzają się nudne momenty (być może true fani rocka przy tych kawałkach doznają) ale reszta rekompensuje dla mnie wszystko. Widać dużo swobodnej improwizacji, każdy z muzyków prezentuje dokładnie to co potrafi najlepiej, nawzajem się uzupełniając. To jest to, nie sądziłem że znajdę w tym roku czystą muzykę gitarową która będzie w stanie mnie w jakiś sposób porwać, a jednak. VV którą kochałem juz za to co robiła w The Kills, po tej płycie jest moją absolutną mistrzynią.
Keytracki: '60 Feet Tall', 'Treat Me Like Your Mother', 'Hang You From The Haevens'
#1 Bat for Lashes - 'Two Suns'
Brak mi przymiotników do opisania tej płyty, niewyobrażalnie piękna, uczuciowa, przenosząca w inna przestrzeń, płyta z pomysłem, płyta niemalże zakrawająca o doskonałość. Nataszka stworzyła, mam nadzieję, ponadczasowe arcydzieło, które mimo, że niedocenione teraz (chociażby przegrana w Mercury Prize ze Speech Debelle <eee soryy?> ) będzie docenione w przyszłości bo TAKIE płyty nie są wydawane za często. Khan wzniosła się niemal na wyżyny swoich zdolności wokalnych, a biorąc pod uwagę jaki przeskok nastąpił między 'Two Suns', a poprzednia płyta "Fur And Gold" to już teraz niecierpliwie czekam na kolejne wydawnictwo Bat For Lashes. Jak dla mnie płyta praktycznie nie ma słabych stron, muzyka z elementami orientalizmu, senne, misternie snute przez Natasze wizje, a przede wszystkim warstwa tekstowa dopełniają piękna tego prywatnego i bardzo osobistego krążka. Wielkie brawa za wykonanie od strony instrumentalnej, za zróżnicowanie, za to czego chyba zabrakło w "Fur And Gold". Poza tym cała otoczka, którą tworzy wokół siebie Natasza jest na tyle fascynująca, że nie da się tej magii nie ulec.
Keytracki: 'Glass' !!!!, 'Siren Song', 'Daniel'
_________________________________________
* reszta która się nie zmieściła do Top 10, kolejność losowa: Gossip 'Music For Men', The xx - 'XX', Kasabian - 'West Ryder Pauper Lunatic Asylum', Florence + The Machine - 'Lungs', Empire of the Sun - 'Walking On A Dream', Fever Ray - 'Fever Ray'
** Polska płyta roku:
Hey - 'Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!'
*** Zawód roku:
Arctic Monkeys - 'Hambug'