Chciałem się podzielić moimi odczuciami z ostatniego odkurzania dyskografii Pantery i nie tylko. Kiedyś, będąc młodym szczylem zawsze twierdziłem że w okolicach 30-tki na pewno stetryczeję i Pantera mnie już na pewno nie poruszy. Myliłem się :) Oto jestem w tym stanie, nie słuchałem Phila i ekipy około 8 lat i nagle od miesiąca słucham wszystkiego co stworzyli na okrągło, na nowo odkrywam te dawne emocje, które towarzyszyły mi dzień w dzień w przeszłości. Ta muzyka jest nieśmiertelna po prostu. Jak jest z Wami? Też zaliczyliście podobne powroty czy jaracie się ich stuffem nonstop?
ja miałem około 1 roku zastój. Słuchałem dużo Slayera, MH, Lamb of god - zespoły związane z Panterą ale jej samej nie:D Jednak pewnego razu odpalił mi się kawałek "yesterday don't mean shit" i znowu robie w gacie słysząc ich nuty \m/
ja miałem zastój około jednego roku. Słuchałem wtedy Slayera, MH i Lamb of God - zespołów związane z Panterą ale nie jej samej:D ostatnio sobie puściłem "yesterday don't mean shit"i dalej robie w gacie słysząc ich nuty
Odkurzanie przeszłości